„Wiele rzeczy, które później były standardem, zrobiliśmy jako pierwsi”

"
Napisane przezDelphy Records
10 · 13 · 21

Specjalista do spraw public relations i marketingu muzycznego, artysta plastyk oraz animator kultury i sportu. Członek Akademii Fonograficznej i Związku Producentów Audio Video oraz dyrektor wykonawczy w Addicted To Music. Przez 15 lat odpowiadał za  Public & Media Relations w wytwórni muzycznej Wielkie Joł.  Z Kamilem „Jakuzą” Jaczyńskim, współpracującym z wytwórnią muzyczną Delphy Records, rozmawia Karolina Magiera.

Karolina Magiera / Delphy Records: Jesteś w branży muzycznej od 20 lat, jak do niej trafiłeś?

Kamil „Jakuza” Jaczyński: Wszystko zaczęło się od współpracy z portalem hip-hop.pl. Byłem jednym z pierwszych redaktorów, do dziś mam legitymację prasową z numerem 003. W tym czasie pracowałem w różnych miejscach, również w klasycznej korporacji. Z tego, co pamiętam, w 2004 roku dostałem propozycję pracy po drugiej stronie barykady, czyli w wytwórni muzycznej. I tak zaczęła się moja 15-letnia przygoda z Wielkie Joł. W międzyczasie robiłem inne projekty okołomuzyczne jak na przykład autorski cykl spotkań kulturowych w Służewskim Domu Kultury i ogólnopolski cykl paneli dyskusyjnych dotyczących piractwa i dozwolonego użytku. 

Skąd zainteresowanie marketingiem muzycznym i public relations? Stoi za tym jakaś historia czy to raczej dzieło przypadku?

Studiowałem nauki polityczne, w których to bardzo interesowały mnie zagadnienia kreowania wizerunku oraz relacji z ludźmi i mediami. Poznałem różne środowiska polityczne, straciłem do nich zaufanie, studiów ostatecznie nie ukończyłem i zająłem się pracą związaną z innymi dziedzinami, jednocześnie pisząc reportaże i robiąc ogólnie rozumianą publicystykę. Później przeobraziło się to w pisanie nie tylko o ludziach i wydarzeniach, ale też pisanie dla kogoś i dla produktu. Najciekawsza była właśnie ta zmiana, to przejście na drugą stronę barykady.  Mam też wrażenie, że właśnie fakt, że byłem wcześniej dziennikarzem, dał mi możliwość wyjścia naprzeciw oczekiwaniom kolegów z branży i przygotowywania publikacji wytwórni tak, by nasza współpraca była bezproblemowa. 

Przez 15 lat współpracowałeś z wytwórnią muzyczną Wielkie Joł w charakterze dyrektora wykonawczego. W 2019 r. Wasze drogi się rozeszły. Mówi się, że to dlatego, że z Tede mieliście różne wizje na tę wytwórnię. Jak naprawdę przebiegała Wasza współpraca?

To było bardzo intensywne i zróżnicowane 15 lat. Od niesamowitych osiągnięć po mniej spektakularne premiery. Jedno trzeba przyznać – wiele rzeczy, które później były standardem, zrobiliśmy jako pierwsi albo zrobiliśmy rzeczy, których nikt już więcej nie powtórzy, jak na przykład flashmob Warszafskiego Deszczu, podczas którego ludzie rozłożyli parasole w 33 miastach w Polsce i to w czasach przed Facebookiem! Teraz byłoby 333 😉 Mieliśmy też własną audycję radiową, kiedy jeszcze popularny był Winamp, a zanim powstało słowo “podcast”. Kody QR, rozszerzona rzeczywistość, sprzedaż mp3 – takich wspaniałych akcji zrobiliśmy wiele i z pewnością zapisaliśmy się w historii polskiego rapu i muzyki rozrywkowej. To fajny czas i dzięki tej pracy nauczyłem się bardzo wiele. Po wielu latach  zdecydowałem się jednak zakończyć ten etap mojego życia i ruszyć naprzeciw nowym wyzwaniom.

Od 2 lat współpracujesz z Addicted to Music. Do Twoich obowiązków należy m.in. budowanie relacji z artystami. Jacy są muzycy, z którymi współpracujesz? Humorzaści czy zdyscyplinowani? Chętnie słuchają Twoich rad?

Współpraca z ludźmi, a tym bardziej z artystami wymaga pewnego rodzaju dystansu, ale również umiejętności patrzenia w głąb człowieka, sięgania do pokładów jego kreatywności i jestestwa, by wydobyć na powierzchnię rzeczy z pozoru błahe, które mogą okazać się czymś szalenie istotnym w budowaniu jego wizerunku. Moja praca jednak to nie tylko budowanie relacji z artystami, ale jak to w małych firmach bywa – wiele rzeczy jest na mojej głowie. Oficjalnie dyrektor wykonawczy, w praktyce – człowiek do wszystkiego. Z jednej strony zajmuję się obecnie obsługą działania studia nagraniowego i oficyny wydawniczej Addicted To Music, a z drugiej obsługuję komunikację brandu Bettermaker, czyli hardware'u studyjnego, który produkujemy. 

Masz jakieś anegdoty, którymi możesz się podzielić? Np. z jaką najtrudniejszą czy też niedorzeczną sytuacją miałeś do czynienia podczas wielu lat zawodowych doświadczeń we współpracy z artystami?

Takich sytuacji było wiele, ale nie chciałbym przytaczać tutaj żadnej konkretnej. To wiedza zarezerwowana dla moich słuchaczy i studentów – podczas wykładów lubię rozpracowywać konkretne przypadki i pokazywać pewne mechanizmy na sprawdzonych przykładach.

A najbardziej kontrowersyjny lub szokujący sposób na promocję twórczości, z jakim się spotkałeś to…?

Tych kontrowersyjnych akcji było wiele, więc ciężko wskazać ten najbardziej kontrowersyjny sposób, wszystko zależy od tego, gdzie postawimy granicę. Tak z głowy, jeśli chodzi o przypadki zagranicznych akcji – case wydania w pojedynczym egzemplarzu albumu Wu-Tang Clan – Once Upon A Time In The Shaolin wydaje się być wysoko w rankingu, a w Polsce na przykład akcja promocyjna płyty Romantic Psycho Quebonafide. No ale, jak już wspomniałem –  wszystko zależy od tego, co uznamy za kontrowersyjne. Na pewno szokowanie odbiorcy jest jednym z bardziej skutecznych sposobów przyciągnięcia jego uwagi, należy jednak pamiętać, że jest to stąpanie po cienkim lodzie i łatwo wszystko zepsuć, jak Vixen w szpitalu.

To działanie przyniosło rezultat?

No u Vixena na pewno, ale z pewnością odwrotny od zamierzonego. Akcja spotkała się z ogromną falą krytyki i nawet nie wiem, jak on się z tego tłumaczył. Przekaz „poszedł”, mleko się rozlało.

W takim razie, według Ciebie, jaki typ artysty zupełnie nie ma szans, na to, by zaistnieć na rynku muzycznym?

W naszej branży sprzedajemy już nie tylko muzykę, ale również sposób życia, emocje, styl bycia. Bardzo trudno jest introwertykom nawiązać odpowiednie relacje z potencjalnym odbiorcą, ale nie ma rzeczy niemożliwych. I to da się zrobić, tylko trzeba mieć odpowiedni pomysł. Z pewnością trzeba wiedzieć, czego się chce i to realizować. To proste, a jednocześnie najtrudniejsze wyzwanie.

Z jakich nietypowych działań marketingowych i na rzecz którego klienta jesteś szczególnie dumny, traktując je jako “perełkę” w swoim bogatym portfolio?

Na pewno wspomniany już flashmob dla Warszafskiego Deszczu jest jedną z moich ulubionych akcji, którą wymyśliłem i zrealizowałem, tego nie zrobił nikt więcej w naszym pięknym kraju. 

Patrząc z drugiej strony: czy jest coś, czego nigdy więcej byś nie powtórzył, gdyż okazało się kompletną promocyjną klapą? Jakich działań na ogół warto unikać, promując swoją twórczość?

Trzeba dopasować platformy komunikacji do potencjalnego grona odbiorców. W społeczności hip-hopowej raczej nie mieliśmy z tym problemu, ale wiem z rozmów ze studentami, że w muzyce ogólnie rozumianej jako „popularna” brak zdefiniowania grupy docelowej i umiejscowienia jej w rzeczywistości cyfrowej to często sprawa kluczowa. Nie przypominam sobie akcji w stylu „totalna klapa”, ale na pewno coś było, bo jak to w życiu – nie ma rapu bez fakapu. 

Współpracujesz z wytwórnią muzyczną Delphy Records, gdzie wspomagasz marketingowo młodych artystów. Jak pracuje się z początkującymi muzykami: trudniej niż z zawodowcami  czy wręcz przeciwnie? Może czymś Cię zaskoczyli?

W Delphy konsultujemy nie tylko młodych artystów, ale również tych starszych wiekiem i stażem, ale wymagających odświeżenia wizerunku lub nadania nowego kierunku ich dotychczasowej twórczości. Ja bardzo lubię pracować z ludźmi kreatywnymi, więc takie spotkania to dla mnie duża frajda. Możemy zastanawiać się nad twórczością i być “architektami” przyszłych karier muzycznych. To duże wyzwanie i ogromna radość, gdy nasze pomysły są wdrażane w życie i gdy przynoszą założone efekty.

Jakie masz plany zawodowe na najbliższą przyszłość? Szykują się jakieś zmiany, którymi znowu nas zadziwisz?

Mam już 40 lat i większość życia pracuję w branży muzycznej, nie chciałbym tego zmieniać, bo to coś, co bardzo lubię. Od kilku lat maluję intensywnie i na tym polu odnoszę pewne sukcesy, więc wydaje mi się, że znalazłem również swój środek wyrazu artystycznego, bo mimo że obcuję z muzyką już długo, to sam muzykiem nie jestem. A z planów, to cóż – pracujemy z Maro w Addicted To Music nad czymś naprawdę wielkim, rzeczą pionierską z międzynarodową obsadą, ale o tym będzie głośniej w odpowiednim momencie. 

Umów się na konsultację marketingową z Kamilem Jaczyńskim! Odezwij się do nas na maila: hello(małpa)delphy.pl

Autor

Delphy Records

POWIĄZANE POSTY

Follow

KOMENTARZE

0 Comments

Submit a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *